Jesteś tutaj

Wspomnienia

Opisana przez ucznia i nauczyciela naszej szkoły - mieszkańca Piotrowa, pana Feliksa Tyńskiego
     Jest rok 1947. Do Piotrkowa Wielkiego przybywają  repatrianci z kresów. We wsi mieszka tylko kilka rodzin, które wróciły z przymusowych robót w Niemczech. Mieszkają też  samotni mężczyźni, którzy po demobilizacji tu się osiedlili. I jedni i drudzy pochodzili z kresów. Tam jednak już wrócić nie mogli. Tu miał być ich dom. Zaraz po wojnie urzędowała we wsi Armia Czerwona. Ślady jej bytności można znaleźć również w szkole. Na drzwiach ubikacji pod warstwa już polskiej farby znajdowały się napisy: „Mużskaja”, „Żenskaja”. W budynku szkolnym pełno było szkła, pierza i porozrzucanych papierów i książek. Wokół budynku pełno artyleryjskich łusek i pocisków. Nawiasem mówiąc rtaka łuska służyła jako pierwszy dzwonek szkolny. Wisiała na piorunochronie przy wejściu i wystarczyło kilka uderzeń metalowym przedmiotem. Pierwszą czynnością jaka należało zrobić to uprzątnąć wszystko po niedawnych gospodarzach. Uprzątnięto więc budynek szkolny i czekano na nauczyciela. I doczekaliśmy się. Któregoś dnia jeden z gospodarzy przywiózł furmanką pana nauczyciela. Był to pan Boleń. Radość w szkole była wielka. Będzie  w końcu szkoła, a dzieci zamiast chodzić po pustych domach an szaber pójdą do szkoły. Tenże pan z zawodu nie był nauczycielem, ale właściwie liczył się wtedy zapał i chęć do pracy. Okazało się jednak że nie było to jego powołanie, któregoś dnia znikł bez śladu. Dzieciaki przyszły do szkoły któregoś dnia i już lekcji nie miały. Podobno pan nauczyciel był akowcem i tu na dzikim zachodzie skrył się przed UB. Drugim nauczycielem nawiasem mówiąc wspaniałym – wspomina pan Feliks – był Mikołaj Węgier. Prowadził on wspaniałe lekcje. Troszczył się o wyposażenie szkoły, organizował wieczornice i wspaniałe imprezy dla mieszkańców. Szczególnie uroczyste były wtedy Mikołaje. (Jeszcze wtedy nie Dziadki Mrozy.) Po paru latach pan Węgier mimo próśb dzieciaków i rodziców opuścił Piotrów. Na jego miejsce Wydział Oświaty w Żarach skierował panią Ludwikę Mejcherową. Potem wraz z rozwojem PRL-u  przybyły panie Maria i Anna Żak, pan Tadeusz Ściński, który był kierownikiem, Pani Antonina Blok i Józefa Kordeusz przyjechały Az z Bochni do Piotrowa na nakaz pracy, bo takie były wtedy czasy, że trzeba było pracować. Kolejni nauczyciele Jerzy Przybyło- kierownik szkoły, który zorganizował w szkole zespól teatralny – z wielkim powodzeniem, Pan Adam Masłowski, Pani Helena Kordeusz, którzy przyjechali z nakazem pracy aż z krakowskiego, panie: Maria Gryglak, Czesława Kwasigroch, pani Strzemecka. Wieloletnim kierownikiem i dyrektorem szkoły był pan Tadeusz Skibiński. Miał wspaniałe osiągnięcia sportowe: w tenisie stołowym, lekkoatletyce i piłce ręcznej.
     Również z krakowskiego przyjechała do pracy w Piotrowie pani Elżbieta Szołdrowska (Parus) i pani Janina Nowakowska (Pietrzak). Uczeń tej szkoły Feliks Tyński również znalazł tu zatrudnienie. W szkole pracowałem od 1964 r.- wspomina. W szkolnictwie były ciągłe reformy: szkoła siedmioklasowa, ośmioklasowa, tysiąc szkół na tysiąclecie Polski, zbiorcze szkoły gminne i punkty filialne. Reformy, ciągłe reformy a nasze lubuskie w nich przodowało. Uczniowie byli wtedy inni niż dzisiaj. Nie wstydzili się mundurków ani tarcz. Dziewczęta miały zasłonięte pępki i w każdym roku wychodzili do PGR-u na wykopki ziemniaków a wcześniej chodziliśmy zbierać szkodnika imperialistycznego i nikt wtedy nie narzekał tak jak dziś…


wspomnienia napisał pan Feliks Tyński

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer